Przewidywanie w relacjach

Czy spotykam Ciebie czy tylko swój model Ciebie

Zaczynam zauważać coś, czego wcześniej nie widziałem. Nie chodzi o ludzi. Chodzi o to, co mój umysł robi z ludźmi. 

Są takie sytuacje, które, w bezpośredniej relacji z drugim człowiekiem, powtarzają się w różnych formach, jakby ze stałym, powtarzającym się scenariuszem przebiegu zdarzeń. 

Spotykam kogoś. Zadaję proste pytanie, a ta osoba wzrusza ramionami i odchodzi. Ok… Nic wielkiego. A jednak, w ułamku sekundy, coś się pojawia. Najpierw bardzo subtelnie — napięcie. A zaraz po tym opowieść:

„ignoruje mnie”
„coś zrobiłem źle”

I często towarzyszy temu automatyczne: „to ja też będę ignorował”.

Dzisiaj widzę to trochę inaczej. Widzę moment, w którym to się zaczyna. Nie od myśli. Ale od braku odpowiedzi. Od momentu, w którym sytuacja nie jest domknięta.

I mój umysł nie potrafi tego zostawić. Musi coś z tym zrobić. Więc zaczyna mówić. Zaczyna mówić za drugą osobę. Dopowiada, co to znaczy. Dopowiada, co się właśnie wydarzyło. I często mówi rzeczy, które mnie dotykają.

Kiedyś, jeśli nie znałem odpowiedzi wyjaśniającej taką i podobne sytuacje, zostawałem z poczuciem winy. Jakby brak odpowiedzi był dowodem, że coś jest ze mną nie tak. Dzisiaj czasem pojawia się inna myśl: nie muszę w tym brać udziału.

To nie jest obojętność. To jest raczej zatrzymanie w miejscu, w którym coś się wydarzyło — ale nie wiem jeszcze, co to znaczy.

Zdałem sobie sprawę, że mój umysł nie znosi pustki. Kiedy czegoś nie wiem, bardzo szybko pojawia się odpowiedź. Czasami tak szybko, że wygląda jak fakt.

Nie staram się już zatrzymywać tych myśli. One i tak się pojawiają. Ale coraz częściej dodaję jedno:

nie wiem

Ale to „nie wiem” nie jest odpowiedzią. Jest właśnie tym zatrzymaniem. Jakby między tym, co się wydarzyło, a tym, co to znaczy, pojawiła się mała przerwa. W tej przerwie coś się zmienia. Nie zawsze dużo. Ale wystarczająco, żeby nie iść dalej automatycznie.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą zaczynam widzieć. To, że nie wiem od razu, co coś znaczy, nie oznacza, że wszystko jest w porządku. Pamiętam też sytuacje, w których to nie była tylko moja interpretacja.

Czasami druga osoba rzeczywiście wybiera brak odpowiedzi. Unika. Odcina kontakt. I to też jest część rzeczywistości.

Zatrzymanie się w „nie wiem” nie polega na tym, żeby to ignorować. Raczej na tym, żeby najpierw zobaczyć, co się wydarzyło — bez natychmiastowego dopisywania historii. A dopiero potem zdecydować, co z tym zrobić.

Bo jest różnica między:

„on mnie ignoruje”

a

„ta osoba nie odpowiada i odchodzi”.

Pierwsze jest interpretacją. Drugie jest faktem. I dopiero z faktu mogę coś zrobić.

Podobny mechanizm widzę w zupełnie innych sytuacjach. Na przykład na drodze. Prowadzę samochód i inny użytkownik drogi jedzie o wiele, wiele wolniej niż dopuszczalna prędkość. Albo chcę zaparkować, a ktoś zajął dwa miejsca parkingowe.

I pojawia się jedno zdanie: „co za debil”. Szybkie. Gotowe. Pewne.

Kiedyś to było oczywiste. Dzisiaj czasem słyszę to zdanie w głowie… i ono brzmi inaczej. Jakby nie było opisem rzeczywistości, tylko pierwszą, szybką propozycją.

Zauważyłem coś jeszcze. Wystarczy jedna sytuacja w relacji z drugą osobą, żeby mój umysł „wiedział”, kim ktoś jest. Jedno zachowanie — i już wiem, jaka jest cała osoba. To jest bardzo duży skrót.

Dopiero później zaczęły pojawiać się inne myśli.

Może ten ktoś szuka adresu.
Może się spieszy i parkuje byle jak.
Może jest zmęczony.

Te “nowe” myśli pojawiają się nie dlatego, że chcę być „lepszy”. Tylko dlatego, że nagle widzę, jak mało wiem.

Pomyślałem, że to samo dotyczy rzeczy, których się kiedyś nauczyłem bez zastanowienia. Gotowe zdania. Gotowe etykiety. Powtarzane gdzieś wcześniej i najczęściej nie przeze mnie. Prawdopodobnie one wszystkie też pojawiały się automatycznie.

Jednak z czasem zaczęły znikać. Nie dlatego, że z nimi walczyłem. Raczej dlatego, że przestały pasować do tego, co widzę, co zaczynam rozumieć. A zaczynam rozumieć jedną rzecz.

W relacjach bardzo rzadko reaguję na to, co naprawdę się dzieje. Częściej reaguję na to, co mój umysł przewiduje i dopowiada.

Kiedy ktoś milczy — mój umysł zaczyna mówić za niego.

Kiedy ktoś coś robi — mój umysł szybko decyduje, kim ta osoba jest.

I co jest dla mnie ważne: nie chodzi o to, żeby przestać interpretować. To chyba niemożliwe. Ale może można zobaczyć moment, w którym interpretacja się zaczyna. Ten bardzo krótki moment: 

coś się wydarzyło 

i jeszcze nie wiem, co to znaczy 

Tam pojawia się trochę przestrzeni. Niewielkiej. Ale wystarczającej, żeby nie iść automatycznie dalej. I może na ten moment to wystarczy.

Nie wiedzieć od razu.
Nie zamykać każdej sytuacji.
Zostawić coś niedopowiedziane.

Bo zaczynam widzieć, że nie wszystko, co mój umysł mówi o innych ludziach… musi być prawdą.

Prawdą jest to, że mam swój model Ciebie. A to wnosi bardzo dużo do naszych relacji. Im dłużej obserwuję ten mechanizm, tym częściej pojawia się jeszcze jedno pytanie.

Skoro mój umysł tak szybko tworzy modele innych ludzi… to być może równie szybko tworzy też model mnie samego?

Może również wobec siebie reaguję nie tylko na rzeczywistość, ale na przewidywanie tego, kim jestem.

I mam wrażenie, że właśnie tam zaczyna się kolejny obszar do obserwacji.

Mała obserwacja na najbliższe dni

W najbliższych dniach chcę spróbować zauważyć jeden bardzo krótki moment. Moment, w którym coś dzieje się w relacji z drugim człowiekiem… a mój umysł natychmiast zaczyna to interpretować.

Nie po to, żeby zatrzymywać myśli. Ani po to, żeby udawać, że nic się nie dzieje. Raczej po to, żeby zobaczyć:

  • jak szybko pojawia się znaczenie
  • jak szybko „wiem”, co ktoś miał na myśli
  • jak szybko tworzę obraz drugiej osoby

Może wystarczy tylko zauważyć ten moment. Ten bardzo krótki moment między:

„coś się wydarzyło”

a

„wiem już, co to znaczy”.

Paweł Kosiński

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.