Czy interpretacja może zmienić moją percepcję

Ta sama sytuacja potrafi jednego dnia być neutralna, a innego ciężka. Zaczynam podejrzewać, że nie świat się zmienia, tylko pierwsza wersja opowieści, którą o nim tworzę. A między pierwszą a drugą myślą istnieje chwila, która może mieć większe znaczenie, niż sądziłem.

Przez większość mojego życia nie zastanawiałem się nad tym, w jaki sposób postrzegam rzeczywistość. Byłem przekonany, że widzę świat takim jakim jest. Patrzę — i rzeczy po prostu są.

Nie pamiętam kiedy, ale zacząłem podejrzewać, że być może nigdy nie patrzyłem i nie patrzę „bezpośrednio” na to co mnie otacza. Jakbym przez całe życie nosił okulary, których nie zdejmuję i których istnienia prawie nie zauważam. Jednego dnia szkła są przejrzyste. Innego jakby lekko przyciemnione. Świat się nie zmienia. A jednak coś w nim wygląda inaczej.

Dziś łatwiej to zauważam. Choćby w zwykły dzień pracy. To samo miejsce. Ci sami ludzie. Te same czynności. Nic się nie zmienia na zewnątrz. A jednak jednego dnia ciało porusza się swobodnie. Ruchy są proste. Czas płynie normalnie. Innym razem, w dokładnie tych samych warunkach, wszystko zaczyna ciążyć. Ramiona szybciej się męczą. Oddech staje się płytszy. Dzień gęstnieje. Świat pozostaje ten sam. Zmienia się sposób, w jaki przez niego przechodzę.

Z czasem przestałem pytać, co w tych dniach jest inne, ponieważ odpowiedź zawsze była ta sama: nic, co dałoby się łatwo wskazać. Nawet rozmowy na przerwach dotyczyły wciąż podobnych tematów. Komentowanie. Plotkowanie. Codzienność.

I wtedy pojawiło się we mnie podejrzenie, że moja percepcja nie odpowiada na pytanie: „jaki jest świat?”, lecz raczej: „jaki świat ma dla mnie teraz sens?”.

Moje zmysły dostarczają materiał. Mózg tworzy z niego gotowy produkt — na miarę swoich możliwości, doświadczeń i aktualnego nastroju. Jedna zupa ugotowana dla mnie i dla ciebie może smakować inaczej. Zupa jest ta sama. Odbiór smaku może się różnić.

Umawiamy się na pewne przybliżenia: „dobra”, „niedobra”, „słona”, „niesłona”. A przecież „smaczna zupa” i „niesmaczna zupa” nie są jej cechami. To ja znam swoją granicę i ty znasz swoją — moment, w którym „smaczność” przechodzi w „niesmak”.

Na moją ocenę wpływa choćby stan najedzenia. Gdy jestem bardzo głodny, staję się bardziej tolerancyjny. Granica smaku przesuwa się. Inaczej odbieram zupę w upalny dzień, inaczej, gdy jestem zziębnięty. Zupa pozostaje ta sama. Zmienia się organizm, który ją ocenia.

Nie wszystko oczywiście zależy ode mnie. Kamień lecący w moim kierunku nie stanie się lżejszy od zmiany mojego nastawienia. Samochód zaparkowany na dwóch miejscach parkingowych nie zniknie dlatego, że postanowię być spokojny.

Świat ma swoją twardość. Swoją fizykę. Swoje konsekwencje. Każdego dnia tego doświadczam. Chodzi mi o coś innego: interpretacja nie zmienia faktów. Zmienia napięcie, które dokładam do faktu. Zmienia historię, którą zaczynam opowiadać o zdarzeniu.

Zacząłem się o tym przekonywać w małych sytuacjach. Wracając na stanowisko pracy po przerwie, zobaczyłem papier leżący tuż obok kosza.

Pierwsza myśl pojawiła się automatycznie:
„Ludzie są niechlujni.”

Była szybka. Gotowa. Bezwysiłkowa.

I niemal w tym samym momencie pojawiła się druga:
„Może ta osoba tego nie zauważyła. Może myślała o czymś ważnym.”

Papier nadal leżał obok kosza. Fakt się nie zmienił. Zmienił się kierunek, w którym zaczęła iść moja głowa.

Najciekawsze nie było to, że znalazłem łagodniejszą wersję wyjaśnienia tej sytuacji. Najciekawsze było to, że zdążyłem zobaczyć pierwszą interpretację, zanim stała się przekonaniem — zanim wzmocniłem generalizację: „Ludzie są niechlujni”.

Coraz częściej myślę, że interpretacja to pierwsza wersja opowieści, którą mózg proponuje natychmiast po odebraniu świata. Nie czeka — dopowiada. A między pierwszą a drugą myślą istnieje chwila, w której nic jeszcze nie jest przesądzone.

Kiedyś świat w wielu sprawach wydawał mi się zero-jedynkowy. Coś było w porządku albo nie w porządku. Ktoś był odpowiedzialny albo nieodpowiedzialny. Winny albo niewinny. Dawało to pewną jasność, może nawet stabilność. Ale zawężało widzenie i ograniczało możliwość głębszego zrozumienia, które czasem było potrzebne, by zdecydować: co dalej?

Dziś coraz bardziej interesuje mnie ta krótka pauza — moment, w którym interpretacja nie zdążyła jeszcze zamknąć świata w jednym zdaniu.

Sądzę, że tę pauzę wypracowałem. Wcześniej jej nie było. I być może właśnie tu zaczyna się praca nad interpretacją — nie w wymyślaniu lepszych historii, lecz w zauważeniu pierwszej wersji, zanim stanie się jedyną.

Czy interpretacja zmienia świat?
Nie. Zdecydowanie nie.

Ale czy zmienia to, jak go przeżywam?
Wyraźnie tak.

I może właśnie tu zaczyna się coś, czego wcześniej nie brałem pod uwagę.

Jeśli interpretacja jest pierwszą wersją opowieści, którą mózg proponuje natychmiast po zobaczeniu świata, to ta krótka chwila między pierwszą a drugą myślą przestaje być przypadkiem. Staje się miejscem, w którym coś może się jeszcze nie domknąć.

Nie chodzi o wybór świata. Chodzi o to, jak szybko uznam go za wyjaśniony.

Nie zawsze zdążę. Często pierwsza wersja okaże się wystarczająco przekonująca.
Wystarczająco prawdziwa. Ale jeśli choć czasem potrafię zobaczyć ją jako wersję — a nie fakt — to pojawia się pytanie, którego wcześniej nie było. I ono jest dla mnie mniej wygodne niż sama interpretacja.

Bo jeśli pierwsza myśl nie jest jeszcze rzeczywistością, to jak wiele z tego, co uznaję za oczywiste, jest tylko szybkim domknięciem?

Może problem nie polega na tym, że świat jest trudny. Może trudność zaczyna się tam, gdzie przestaję go sprawdzać.

Nie wiem jeszcze, dokąd to prowadzi.

Ale zaczynam podejrzewać, że ta ledwie zauważalna pauza między myślami może mieć większe konsekwencje, niż chciałbym przyznać.

I to już nie jest całkiem spokojne odkrycie.

Pozdrawiam

Paweł Kosinski

O samodzielności, samopoczuciu i przewidywaniu rzeczywistości

Moje Myślenie: między programem a samodzielnością

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.