Moje Myślenie: między programem a samodzielnością

(Próba uporządkowania własnego myślenia)

Ten tekst nie jest próbą wyjaśnienia, jak należy myśleć. To raczej zapis tego, jak sam próbuję zrozumieć, co właściwie dzieje się w mojej głowie, gdy myślę, czuję i podejmuję decyzje. Traktuję go raczej jako robocze porządkowanie własnego doświadczenia – bez ambicji stawiania definitywnych tez. To kolejna próba zejścia poziom niżej względem wcześniejszych rozważań o samodzielności i samopoczuciu.

Najprościej rozumiem myślenie jako pracę mojego umysłu polegającą na układaniu w głowie tego, co wiem i czuję, tak abym mógł zorientować się, gdzie jestem – fizycznie i mentalnie – oraz co w związku z tym mogę zrobić. Nie jest to dla mnie proces abstrakcyjny, lecz skrajnie praktyczny. Dzięki niemu orientuję się w rzeczywistości.

Wikipedia mówi o „procesie poznawczym”, „skojarzeniach” i „symbolach”. Brzmi fajnie, ale dla mnie dość sucho. W moim doświadczeniu myślenie jest żywym procesem, który czerpie z bodźców zmysłowych, nastrojów, kontekstu tego gdzie jestem i wspomnień. To właśnie tutaj -w samym procesie myślenia – z tego całego chaosu powstaje moje subiektywne znaczenie rzeczywistości.

Przez długi czas zakładałem, że najpierw pojawia się bodziec, potem ja go analizuję, a na końcu wyciągam wnioski. Problem w tym, że myśli bardzo często pojawiają się same – czasem szybciej, niż jestem w stanie umieścić je w sytuacji, w której się znajduję. A często do tej sytuacji w ogóle nie pasują.

Moja świadoma uwaga przypomina snop światła latarki w ciemnym pokoju. Oświetla tylko fragmenty tego, co mój umysł już wcześniej „wyprodukował”. Mam wrażenie, że moja świadomość częściej jedynie interpretuje efekty pracy nieświadomego umysłu, niż faktycznie tymi efektami steruje.

Skoro tak wiele dzieje się „samo”, pojawia się pytanie: czy ja w ogóle myślę samodzielnie? Czy myślenie jest aktem woli, czy raczej procesem, który poprostu się przydarza?

Widzę też, że w mojej świadomości regularnie pojawiają się kompletne bzdury. I jestem wdzięczny ewolucji za to, że wyposażyła mnie w jako taki filtr własnej głupoty. To kolejny argument za tym, że warto przyjrzeć się sposobowi, w jaki myślę – i spróbować coś z nim zrobić.

Wierzę – i to jest fundament mojego rozumienia samodzielności – że nie urodziłem się z gotową ideologią, wyznaniem ani sposobem interpretowania świata. To wszystko tworzyło się we mnie w czasie. A właściwie: było we mnie „programowane” przez lata.

Przez długi okres pochłaniałem i pochłaniam ogromne ilości informacji, rzadko zastanawiając się nad ich jakością. Dziś coraz wyraźniej widzę, że w mojej głowie działa zasada garbage in – garbage out – śmieci na wejściu, śmieci na wyjściu.

Jeżeli mój system karmiony jest szumem informacyjnym, lękiem i cudzymi przekonaniami, to moje rzekomo „samodzielne” myśli będą jedynie echem tego informacyjnego śmietnika. A mnie zależy na myśli sensownej, logicznej, adekwatnej do mojego położenia w świecie – przede wszystkim – mojej.

Proces myslenia

W tym miejscu z pomocą przychodzi mi nauka, która pozwala lepiej zrozumieć sam mechanizm. Mój mózg nie reaguje biernie na świat. Jest maszyną przewidującą. Nie ma bezpośredniego dostępu do rzeczywistości – konstruuje ją, nieustannie zgadując, co oznaczają impulsy płynące ze zmysłów, a jest ich kilkadziesiąt.

Wychodzi na to, że umysł pracuje w oparciu o określone warunki:

  • Stan ciała – głód, zmęczenie, uniesienie, oddech, napięcie w klatce piersiowej, skurcz w żołądku; wszystkie te sygnały mojego ciała biorą aktywny udział w myśleniu. Jakby myśli nie brały się z logiki tylko z interpretacji fizjologii – z tego co dzieje się w ciele.
  • Historia doświadczeń – na pewno mam utrwalone wzorce interpretacji, które mój mózg „zna najlepiej”. Czyli nie wymyśla, co rano, świata na nowo, tylko nakłada na niego stare kalki, podsuwa stare mapy. Dlatego mogę nie widzeć tego co jest „nowe” tylko to co pamiętam.
  • Kontekst sytuacyjny – czasem wystarczy, że zmienię miejsce lub zacznę z kimś rozmawiać, by mój sposób myślenia zmienił się niemal automatycznie. Jakby umysł dobierał swoje wyuczone interpretacje do miejsca i sytuacji.
  • Język i pojęcia – to, co potrafię nazwać, wyznacza granice tego, co potrafię pomyśleć. Im bardziej ubogo będę nazywał swoje emocje tym bardziej czarno – białe będę miał myśli.

To właśnie te warunki sprawiają, że czuję to, co czuję i myślę to, co myślę. A skoro ten proces kształtuje się w czasie, to oznacza, że mogę go stopniowo i świadomie modyfikować – pod warunkiem, że zacznę siebie rozumieć. W tym widzę sens pojęcia władzy wewnętrznej.

Jeśli przez wpływ rozumieć wybieranie wyłącznie „ładnych” myśli, jest to ślepa uliczka. Nie potrafię zatrzymać strumienia myśli, ale mogę wpływać na warunki, w których umysł tworzy przewidywania. To mój poligon doswiadczalny, to tutaj kształtuje moją samodzielność.

Zakładam, że mózg działa tu dla mnie jak:

  1. Operator dźwięku – Sygnały z ciała są jak surowy dźwięk – napiecie, przyspieszony oddech, pobudzenie. Mózg często automatycznie podpowiada: „coś jest nie tak, bój się”. Mogę wtedy świadomie wprowadzić inną etykietę: „to nie lęk, to energia, to mobilizacja organizmu”. Pokazuję operatorowi nowe ustawienia miksera.
  2. Nawigacja GPS – Mózg wyznacza trasę na podstawie starych map. Świadoma reinterpretacja jest ręczną korekcją trasy. Z czasem system uczy się nowych map i sam zaczyna proponować inne drogi.
  3. Bibliotekarz – Ucząc się nowych kategorii – na przykład traktując dyskomfort jako informacje o rozwoju, o budowie siły i sprawności – dokładam nową książkę na półkę. Przy kolejnym podobnym doświadczeniu mózg sięgnie po nią automatycznie.

To nie jest „pozytywne myślenie”. To bardzo praktyczna neuroplastyczność – świadoma reinterpretacja sygnałów.

Robię to dla siebie. Chcę wiedzieć, co w moim myśleniu jest świadomym wyborem, a co jedynie „zaprogramowanym” skryptem. Samodzielność myślenia rozumiem jako zdolność zatrzymania się i sprawdzenia, czy to, co właśnie „pomyślało mi się” w głowie, ma sens i wartość.

Tak rozumiem wzmacnianie władzy wewnętrznej – jako zdolność kierowania sobą bez potrzeby podporządkowywania innych. To dla mnie bardzo praktyczny wymiar samodzielności. Zamiast tracić energię na walkę ze strumieniem myśli, wolę pracować nad „glębą”, z ktorej one wyrastają.

Nie szukam definitywnych odpowiedzi. Szukam sposobu na to, by mój wewnętrzny klimat był moją świadomą sprawą, a nie wyłącznie skutkiem przypadkowych okoliczności. Czy dzięki temu będę skuteczniej przeżywał życie w głębokim poczuciu spokoju – także w samym centrum wiru współczesnego świata?

Nie wiem. To się okaże.

Pozdrawiam

Paweł Kosinski

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.